Dopamina, czyli o przyjemności i przykrości

Przez większość dziejów ludzkości przyjemność i nagroda były nierozerwalnie związane z ruchem i wysiłkiem. Wyobraź sobie Człowieka Pierwotnego. Ubrany w skóry zwierzęce, brudną dłonią sięga po niewielki owoc zwisający z karłowatego drzewka. Żeby zaznać przyjemności z jego zjedzenia musiał chodzić, rozglądać się, schylać, wspinać, zbierać i wrócić pieszo do swojej grupy. Prawdopodobnie codziennie wkładał duży wysiłek w zaspokajanie podstawowych potrzeb.

W mózgu istnieje uniwersalna „waluta”, która motywuje do tego wysiłku – dopamina (choć z motywacją i nagrodą są związane również serotonina, noradrenalina i opioidy). To neuroprzekaźnik, który jest wydzielany nieustannie, choć w pewnych momentach poziom jego wydzielania znacząco rośnie. Te momenty odczuwamy jako dążenie, energię i oczekiwanie nagrody – bardziej chęć niż samą przyjemność. Mogą przejawiać się w różnych intensywnościach: być błogą uważnością, zdeterminowaną koncentracją, a czasem kompletnym zanurzeniem się w czynność aż po utratę kontaktu ze światem. Dopamina stoi za motywacją do tego, co ma dać nam przyjemność, jak rozkosz wąchania świeżej kawy, ekscytację twórczości, ciepło rozmów z przyjaciółmi. Towarzyszy zakochaniu, dążeniu do bliskości, ale i… bezmyślnemu przewijaniu social mediów, oglądaniu pornografii czy hazardowi.

To jednak, co dla mnie było mniej instynktowne – a co uważam za ważne w zrozumieniu jak działa dopamina i nasz układ nagrody – to nierozerwalny związek przyjemności i przykrości.

„Jaka to dziwna rzecz – powiada – to, co ludzie nazywają przyjemnością. Jaki dziwny jest jej stosunek do tego, co wydaje się jej przeciwieństwem – do przykrości. Obie razem nie chcą człowiekowi przysługiwać, ale jeśli ktoś za jedną z nich goni i dosięgnie, bodaj że zawsze musi i drugą chwycić, jakby zrośnięte były wierzchołkami, choć są dwie.”
Platon, Fedon

To spostrzeżenie niesie ze sobą bardzo praktyczne konsekwencje. Dlaczego sięgamy po wysoko dopaminergiczne zachowania i substancje? Dla zabawy, poczucia przynależności, z nudów, ale też po to, by regulować ból, zmęczenie, bezsenność, lęk, złość, strach, depresję. Stawka jest wysoka, a zastosowań wiele.

Co się dzieje, gdy dostarczamy sobie więcej dopaminy, niż wynosi bazowy poziom jej wydzielania? Najpierw doświadczamy motywacji, przyjemności, błogości. Problem w tym, że każda porcja przyjemności jest opodatkowana przez mechanizm habituacji – stopniowego przyzwyczajania się. Nadmierna stymulacja jednego szlaku dopaminowego prowadzi do tymczasowego zmniejszenia jego aktywności. Z każdą kolejną dawką ten podatek od przyjemności rośnie: żeby osiągnąć ten sam efekt potrzeba albo więcej tego samego albo czegoś nowego. Powtarzając przyjemną czynność po wielokroć możemy zauważyć, że to, co początkowo było ekscytujące i upragnione, stopniowo staje się zwykłe, wyprane. A powrót do starego „zwykłego” sprzed przyjemności bywa rozczarowaniem – albo piekłem, jeśli mówimy o odstawieniu substancji uzależniających.

Po podniesieniu poziomu wydzielania dopaminy nie wraca on tak po prostu do poziomu bazowego. Po intensywnej stymulacji dopaminergicznej, zwłaszcza tej sztucznie wzmacnianej, mózg może czasowo obniżyć jej poziom, co prowadzi do uczucia „dołka” Jedzenie czekolady daje krótkotrwały wzrost o około 50%, a późniejszy spadek jest niewielki. Niektóre narkotyki potrafią jednak podbić ten poziom o 1000%. Innymi słowy, spadek z wysokości z pełnym impetem robi więcej szkody niż zsunięcie się z pufy na ziemię. Organizm dąży do utrzymania balansu, homeostazy, a przyjemność i przykrość są jak dwa końce huśtawki wahadłowej. Kiedy jedna z nich za bardzo idzie do góry, po chwili nastąpi zamiana. Chęć uniknięcia przeżycia dopaminowego dołka pojawia się jako uczucie, myśl, pokusa: jeszcze jednej kostki czekolady, jeszcze pięciu minut scrollowania, jeszcze jednego odcinka. Po chwili dyskomfortu, jeśli go zniesiemy, ciało wróci do równowagi. Im silniej jednak i im bardziej sztucznie podbijamy swój poziom dopaminy, tym boleśniejszy i dłuższy będzie powrót do bazowego poziomu jej wydzielania.

„Bez przyjemności nie chcielibyśmy jeść, pić ani się rozmnażać. Bez bólu nie chronilibyśmy się przed urazem lub śmiercią. Przez ciągle powtarzalne przyjemności stajemy się wiecznie dążącymi, nigdy nie usatysfakcjonowanymi, zawsze szukającymi więcej. (…) Nasze mózgi nie wyewoluowały dla tego świata pełnego dobrobytu. ‘Jesteśmy kaktusami w lesie tropikalnym’. I jak kaktusy przyzwyczajone do suchego klimatu, toniemy w dopaminie.”
“Niewolnicy dopaminy. Jak odnaleźć równowagę w epoce obfitości”, dr Anna Lembke

Co z tym zrobić?

  • Mieć świadomość mechanizmów, które rządzą wydzielaniem dopaminy
  • Rozpoznawać swoje „ucieczki” – co robisz, by unikać trudnych emocji
  • Trenować tolerancję dyskomfortu i bycie uważnym_ą w przykrości
  • Eksperymentować z „postem dopaminowym” czyli świadomym ograniczeniem wysokodopaminergicznych zachowań, co pomaga odzyskiwać wrażliwość na subtelniejsze źródła nagrody.
  • Szukać zdrowszych źródeł dopaminy, przyjemności, satysfakcji – jak ulubiona aktywność fizyczna, relacje, twórczość, kontakt z naturą.
  • Dzielić duże cele na mniejsze kroki – krótkoterminowe nagrody pomagają utrzymać motywację.
 

Dopamina jest paliwem, a od nas może zależeć, gdzie damy się jej prowadzić.